Bali, wschód słońca na Mount Batur
Żeby zobaczyć inną stronę Bali, z dala od zatłoczonych resortów i wiecznie zakorkowanych dróg południa wyspy, wystarczy wybrać się na półdniową wycieczkę na szczyt jednego z aktywnych balijskich wulkanów - Mount Batur (1717m.n.p.m).
Foto: Na szczycie Mount Batur
Droga pod gwiazdami
Najprościej wybrać się tam z Ubut, korzystając z jednej z wielu
lokalnych agencji turystycznych, które odbierają klientów z hotelu około 2 nad
ranem. Na Batur można wychodzić bez przewodnika,
ale i tak trzeba mieć lokalny permit, no i dostać się w okolicy góry w środku
nocy - z agencją jest po prostu prościej. Na www.getyourguide
jest mnóstwo ofert hików na wulkan, a ich program jest standardowy. Dojazd z
hotelu w Ubut prywatnym samochodem pod Batur zajmuje 1,5 godziny. Potem jest wyjście
na górę, śniadanie na szczycie, kąpiel w
lokalnych gorących źródłach po zejściu (lub w wersji alternatywnej wodospad, w którym
też można się wykąpać). Powrót do hotelu w Ubut jest w południe. Ceny zorganizowanego
hiku z agencją wahają się pomiędzy 20 a
30 USD za osobę.
Foto: widok z Mount Batur
Cale podejście na Batur pokonuje się nocą, pod intensywnie rozgwieżdżonym
niebem (o ile pogoda dopisze). Sama droga na szczyt prowadzi stromą rozdeptaną ścieżką
z osypującym się wulkanicznym szutrem, w poprzek porośniętego niską roślinnością
zbocza góry. Podejście trwa od 2 do 3 godzin w zależności od kondycji grupy. Prawie wszyscy chcą dostać się na Batur przed
świtem, więc jedną ścieżką w górę podchodzi
w tym samym czasie kilkanaście grup. Podczas podejścia nie sposób się zgubić (ścieżka
jest szeroka i rozświetlona czołówkami podchodzących
pod górę ludzi), więc nie ma też problemu z tym, żeby odłączyć się od grupy i pójść
przodem (jeżeli grupa ma problemy kondycyjne). Wszyscy i tak spotkają się w końcu
na szczycie.
O wschodzie słońca
Wschód słońca i widoki ze szczytu wynagradzają wstawanie w środku
nocy i niezbyt ciekawe nocne podejście pod górę. Przy odrobinie szczęścia pod szczytem
będzie się rozpościerał dywan z morza chmur ponad, przez który przebijają się tylko
wulkaniczne stożki okolicznych gór.
Wierzchołek jest obszerny z drewnianymi ławeczkami dla setki
turystów, która codziennie przychodzi tutaj na wschód słońca. Warto ominąć ławeczki
i podejść dalej ścieżką prowadzącą na odlegle ramię góry, wśród dymiących parą
wodną szczelin w ciągle aktywnym wulkanie.
Foto: widok z Mount Batur
Na szczycie przewidziane jest też śniadanie (przygotowywane
na miejscu przez lokalnych kucharzy) – jajka na twardo, chleb i banany. Na to
tylko czeka stado długoogoniastych małp, które wiedzą jak bez wysiłku zdobyć posiłek
- wystarczy błyskawicznie wyrwać banana z ręki turysty i odskoczyć na bok ze zdobyczą.
Cała akcja trwa ułamki sekund, a w razie oporu małpy nie wahają się prze obnażaniem
zębów i próbami gryzienia tych, którzy bronią swojego śniadania. Zejście w dół
daje szanse na jeszcze więcej panoramicznych widoków i nie zajmuje więcej niż 1-1.5
godziny.
Po zejściu z wulkanu, w zależności od wybranego wariantu
wycieczki odwiedza się albo gorące źródła albo wodospad. Wybrałam wodospad, bo kąpiel
w ciepłych źródłach przy tropikalnej pogodzie jakoś do mnie nie przemawiała. Nie
był to dobry wybór – wodospad był dokładnie taki jak wiele innych wodospadów – ładny
ale nie charakterystyczny i do tego oblężony przez turystów i sprzedawców pamiątek.
Wycieczka na Bartur daje też szanse na zobaczenie pięknego górzystego
wnętrza wyspy, którego nie zmieniła masowa turystyka. Przy odrobinie planowania
można wyjazd na wulkan połączyć ze zwiedzaniem jednej z piękniejszych świątyń na
Bali, położonej na brzegu jeziora Batur, Pura Segara Ulun Danu Batur znanej z
setek folderów turystycznych reklamujących wyspę.
Coffee kupa i nieszczęśliwe cywety
Ostatnim punktem wycieczki na Mount Batur są zwykle
odwiedziny na plantacji kawy, często połączonej z plantacją przypraw. Ogrody z
przyprawami, podobają mi się za każdym razem, nie ważne jak często je odwiedzam.
Dojrzewające na pnączach obrastających wysokie bambusowe tyczki grona pieprzu, zwisające
z pergoli laski wanilii, czerwone owoce kakaowca wyrastające ze środka drzewnego
pnia, drzewa cynamonowe, tajska bazylia, trawa cytrynowa. Zawsze dobrze przypomnieć
sobie jak na prawdę wyglądają przyprawy kupowane potem w sklepach. Większy
problem mam z plantacjami kawy w Azji, a to za sprawą „kupnej kawy” zwanej
tutaj „kopi luwak”.
Foto: łaskun palmowy trzymany na plantacji kawy
Cywety (po indonezyjsku „luwak”, a poprawnie łaskuny palmowe)
od zawsze dodawały do codziennej diety zielone owoce kawowca. Zwierzęta nie trawią
jednak ziaren kawy, a tylko zielony miąższ, który je otacza. Ktoś, na nieszczęście
biednych zwierząt wymyślił, że ziarna, które przechodzą sfermentowane przez ich
przewód pokarmowy, są smaczniejsze niż oryginalne ziarna kawy, no a maszyna
marketingowa zrobiła resztę.
W efekcie setki cywet trzymanych jest w ciasnych klatkach na
plantacjach w Indonezji i karmionych ziarnami kawy, które potem producenci wydłubują
z ich odchodów.
Na plantacji trzymana jest zwykle jedna pokazowa cyweta na smyczy, z którą turyści robią sobie zdjęcia analizując zalety smakowe kupnej kawy. Cala reszta zwierząt spędza życie w ciasnych klatkach produkując najdroższą kawę świata.
Foto: prażenie ziaren kawy na plantacji
Kiedy najlepiej wybrać się na Mount Batur – na pewno warto
wybrać się tam na wschód słońca (unika się podchodzenia stromym, odsłoniętym podejściem
w środku gorącego dnia). Na górę można się
wybrać w każdym miesiącu w roku (trzeba tylko sprawdzić czy prognoza nie przewiduje
deszczu). Rano na wierzchołku może być chłodno (12 – 15 stopni) wiec polar i
windstoper sprawdzają się znakomicie. Przydadzą się też normalne buty
trekkingowe (białe addidasy będą zrujnowane przez pył wulkaniczny na ścieżce) i
latarka czołówka.
Comments
Post a Comment