Bali, w korkach, 20 kilometrów na godzinę

Bali dla wielu jest synonimem tropikalnego raju. Hinduistyczne świątynie, kwitnące drzewa frangipani, tropikalna roślinność, plaże i malachitowy kolor oceanu. Według reklam biur podroży Bali to „magiczna wyspa kuszącą dziewiczymi krajobrazami i rajskimi plażami” Rzeczywistość jest jednak trochę inna.

Foto: Plaża w Kuta, Bali

Korki na wyspie

Na Bali mieszka na ponad 4 miliony ludzi. W pierwszych 7 miesiącach 2024 przyleciało tutaj 3,5 miliona turystów. Na południu Bali gdzie znajdują się najważniejsze turystyczne atrakcje wyspy ze sławną Kuta Beach, półwyspem Uluwatu, Nusa Dua, Sanur czy Ubut jest bardzo tłoczno.

Z lotniska w Denspasar gdzie lądują wszystkie międzynarodowe loty na wyspę do Canngu (zachodni fragment plaży, która zaczyna się w Kuta) jest mniej niż 20 kilometrów, a dostanie się tam samochodem zajmuje godzinę.

Foto: ruch uliczny, południowe Bali

Podobnie jest w całym południowym Bali. Pierwsze wrażenie – wyspa stoi w gigantycznych korkach, Wąskie drogi nie są w stanie poradzić sobie z eksplozją przemysłu turystycznego, samochody stoją, a dookoła nich próbują się przebijać motocykle. Policjanci z drogówki stojący pośrodku skrzyżowań próbują zrobić coś z tym drogowym chaosem. 

Najtłoczniej na Bali jest w lipcu i w sierpniu za sprawą Australijczyków, którzy uciekają tutaj przed zimą w południowej Australii. Innym okresem, którego lepiej unikać jest koniec roku.

Właściciele łodzi na plażach w Kuta i Semiyak proponują rejsy łodzią do Uluwatu reklamując łodzie jako alternatywę do zakorkowanych dróg.

Foto: Plaża w Canngu

Bali ma kilka modeli turystyki, wielkie hotele w rejonie Sanur, Nusa Dua czy Kuta, z których można nie wychodzić przez cały pobyt. I alternatywę w postaci butikowych hoteli i rodzinnych pensjonatów w pozostałych częściach wyspy.

To czego na Bali nie da się znaleźć to białe plaże. Kuta z przyległościami i Sanur mają plaże żółte. A dalej na północy plaże z wulkanicznymi piaskiem są po prostu czarne. Najładniejsze niewielkie plaże są w małych zatokach na zachodnich brzegach półwyspu Bukit (ale  trzeba do nich schodzić całkiem stromo w dół z klifów).

Foto: plaża Bingin, półwysep Bukit

Jedna z sześciu tysięcy 

Bali jest zaledwie jedną z 6 tysięcy zamieszkałych wysp Indonezji. Indonezja z populacją 283 milionów jest czwartym, najbardziej ludnym państwem na świecie i największym muzułmańskim krajem świata (islam wyznaje tu 230 milionów ludzi).

To co sprawia, że Bali jest unikalna, na tle innych wysp Indonezji to kultura i religia – prawie 90 procent mieszkańców Bali wyznaje Hinduizm.  Wizytówką Bali są jej charakterystyczne świątynie i tradycja składania codziennych ofiar („nanten”).  Balijczycy praktykują składanie wielu rodzajów ofiar - ten który widać najczęściej to małe tacki wykonane z liści palmowych wypełnione kwiatami, słodyczami, kadzidełkami i papierosami.  Ofiary składane są jako wyraz wdzięczności bogom i jako prośba o błogosławieństwo na przyszłość.


Foto: Pomnik hinduistycznego boga oceanów, wody i boskiego porządku świata, Varuna, jadącego na Gajah Mina, mitycznym stworzeniu będącym połączeniem słonia i ryby, plaża w Canngu.

Dla każdego coś innego

Według stanu na koniec 2024, żeby dostać się na Bali, potrzeba jest wiza wydawana na lotnisku za 35 USD. Trzeba też wypełnić deklarację wjazdową i deklarację zdrowotną (lepiej zrobić to przed przylotem żeby uniknąć kolejek do okienka z opłatą wizową i wypełniania deklaracji na stojąco, na lotniskowym wifi). Do tego jeszcze jest deklaracja celna (Indonezja ma sporo obostrzeń jeżeli chodzi o przywóz elektroniki i żywności – warto sprawdzić to przed wyjazdem, a żywność wpisać do deklaracji celnej). 

Indonezja wydaje wizy tylko na 30 dni (można je potem próbować przedłużać już na miejscu o kolejne 30 dni). Bezpośrednio z Polski da się na Bali przylecieć tylko czarterem (13,5 godziny). Regularne połączenia najlepiej zazwyczaj sprawdzają się przez Dubaj lub Katar.

Foto: przedstawienia tradycyjnego tańca z Bali, Ubut.

Czy warto w ogóle przyjechać na Bali?  Jasne ze warto ale trzeba wiedzieć czego się od pobytu tutaj oczekuje.  

Surfing, tłumy na plaży, korki na ulicach i całonocne imprezy w barach – Kuta sprawdzi się znakomicie.  

Miejsce do pracy dla digital nomads, z pokojami do wynajęcia w lokalnych willach, ze współdzieloną kuchnią, położone 15 minut spacerem do plaży, obok coffe shopów z organic matcha, zachodnich restauracji serwujących budda bowls i sushi barów oraz ze sporą lokalną społecznością ekspatów – Canngu ma właśnie to.

Okazale resorty z setkami pokoi (zwykle zbudowane w latach 80-tych), tuż przy plaży z basenami i placami zbaw dla dzieci to Sanur i okolice.

Ubut – z dawnym pałacem królewskim, reklamowany jako kulturalna stolica Bali i rozsławiony przez kultową książkę „Jedz, módl się i kochaj” to urocze wille i butikowe hotele, studia yogi, wśród pól ryżowych, ale tez zazwyczaj tłumy turystów przyjeżdzających tu z południowego wybrzeża na dzienne wycieczki. Znany z książki Elizabeth Gilbert, mieszkający w Ubut,  pan Ketut (imię  po indonezyjski znaczy czwarte dziecko i jest bardzo popularne na Bali) już nie żyje, ale jeden z jego synów przejął biznes więc ich rodzinną willę ciągle można odwiedzić, prosząc o błogosławieństwo i o dobrą wróżbę.

Foto: tarasy ryżowe w Ubut

I wreszcie półwysep Bukit, z najlepszymi (i najbardziej wymagającymi) warunkami do surfowania na wyspie, oferujący pięknie małe plaże, butikowe hotele i pensjonaty dla suflerów.  

Dla mnie jednak najlepszą częścią Bali jest to co jest…poza Bali. Czyli wyspy w jej okolicy – Nusa Lembogan, Nusa Ceningan,  Gillis no i oczywiście Lombok i o tym będzie w kolejnych postach.  

Foto: figura boga Ganesha z tackami ofiarnymi, Bali. 

Comments

Popular posts from this blog

Jak podróżować po Wietnamie – loty, pociągi, autobusy

Pamiątki z Wietnamu

Malezja, Kuala Lumpur, im wyżej tym lepiej