Bali, Surfing na Kuta Beach
Wiele się tu zmieniło od czasu gdy, w latach sześćdziesiątych, plaża w Kuta została „odkryta” przez hipisów wędrujących azjatyckimi szlakami. Krótko potem, plaża zyskała sławę wśród australijskich surferów, dzięki falom i spektakularnym zachodom słońca. Dzisiejsza Kuta to plątanina hoteli, restauracji, beach-barów, salonów masażu, targowisk i shopping mali. Tutaj zawsze jest tłumnie i głośno niezależnie od sezonu turystycznego.
Foto: Canngu Beach
Kuta to stan umysłu
Określenie Kuta Beach samo w sobie może być mylące – używane
jest do określenia 2 kilometrowego odcinka wybrzeża w miejscowości o tej samej
nazwie, ale też odnosi się do całej 15 kilometrowej plaży pomiędzy Tuban a
Canngu. Poszczególne odcinki plaży różnią się od siebie charakterem – Kuta ma
wielkie, zbudowane jeszcze w latach 80-tych hotele, oddzielone od plaży deptakiem,
Cannguu to głównie małe rodzinne pensjonaty i wille z wynajmowanymi turystom pokojami.
Wybierając się w tej rejon Bali warto pamiętać, że plaże w
Indonezji są publiczne – pomiędzy hotelem określonym jako „beach front” a
oceanem, biegnie zazwyczaj gwarna promenada, a sama plaża jest zagospodarowana
sklepami, restauracjami z poduszkami ułożonymi tuż na plaży, płatnymi leżakami,
barami, szkołami surfingu i pełna ludzi. No i nie jest to biała plaża z reklamy
tropikalnych rajów (takie plaże są gdzie indziej w Indonezji, ale nie na Bali).
Foto: surfing w Canngu
Plaża w Kuta ma jednak swoją kartę atutową – jest nią
surfing. Kuta w dzisiejszym kształcie powstała
właśnie dzięki surferom. Surf breaks (lepsze
lub gorsze) są na całej długości 15 kilometrowej plaży. Podobnie szkoły i wypożyczalnie
desek surfingowych. To na prawdę dobre miejsce żeby nauczyć się surfować.
Półtoragodzinna lekcja z lokalnym instruktorem kosztuje 350 tys. Rupi (około 90
złotych). Wypożyczenie deski surfingowej na 2 godziny 90 tys. Rupi (25 złotych).
Canngu: surfing i digital nomads
Na Bali przyjechałam tym razem po to, żeby poprawić swoje umiejętności
surfingowe. Zatrzymałam się w Canngu, na zachodnim krańcu Kuta Beach. Canngu, to
najprzyjemniejsze miejsce dla indywidualnego turysty do zatrzymania się tym rejonie
wyspy. Zamiast w hotelach gigantach, mieszka się tutaj w lokalnych willach przerobionych
na rodzinne pensjonaty. Ceny w październiku były średnio pomiędzy 20 a 40 USD za pokój. Wiele z tych pensjonatów
ma wspólne kuchnie, ogródki i niewielkie baseny. Żaden z nich nie ma natomiast widoku
na morze i wszystkie wymagają 10 – 15 minutowego spaceru drogą na plażę. Canngu
ze swoją willową zabudową ma też sporą ofertę dłuższych, wielomiesięcznych,
pobytów i dużą zachodnią społeczność digital nomads.
Miejscowość jeszcze do niedawna miała wiele ryżowych tarasów schodzących prawie do morza. Teraz niewiele z nich zostało – każda wolna działka ziemi to teraz wielki plac budowy. Wąskie uliczki pełne są motocykli i samochodów.
Canngu ma niesamowitą ofertę restauracji i kawiarni
skrojonych pod oczekiwania turystów z zachodu, można wybierać pomiędzy kuchnią wegańską,
japońską, hinduską i europejską. Ceny z zachodniej perspektywy bardzo rozsądne około
5 USD za danie główne (2,5 USD za małe piwo).
Plaże tutaj zapełniają się pod koniec dnia na celebrowany spektakl
zachodu słońca – turyści i lokalni mieszkańcy, z piwem z pobliskiego sklepu (restauracje
plażowe wymagają wtedy wydania przynajmniej 15 USD na osobę, za przywilej
siedzenia na rozłożonych na plaży poduszkach) czekają w zachwycie, aż słoneczna
tarcza schowa się za horyzont.
Foto: Zachód słońca na plaży w Canngu
Najlepsze warunki do surfingu w rejonie Canngu były na plaży
Batu Bolong. Podczas przypływu, trzeba dopłynąć
tam do surf breaku oddalonego około 200 metrów od plaży. Podczas odpływu wychodziły
tam (jak na większości miejsc w Kuta) skały, więc zdecydowanie warto wybierać
czas na lekcje w porozumieniu z instruktorem.
W październiku trafiały się dni, gdy fale były po prostu zbyt
duże na naukę. Największym problemem na Batu Bolong były jednak nie warunki, ale
popularność tego miejsca. Październik to niski sezon turystyczny na Bali, ale w
wodzie były tłumy ludzi uczących się surfingu (samodzielnie lub z
instruktorami), efekt był taki że ktoś na kogoś bez przerwy wpadał.
Foto: Surfing w Canngu
Próbowałam surfingu w różnych miejscach – na Fuerteventura, na
Palawan (na Filipinach), w Wietnamie (w Danang i Mui Ne) i na Lombok - Kuta ze
swoimi silnymi, stałymi falami jest nie do przebicia jako miejsce do szybkiej
nauki surfingu. Warunki są tutaj zawsze (czasem fale bywają za silne dla poczatkujących,
ale rzadko się zdarza żeby fal brakowało). Surf break jest na tyle blisko, że
nie trzeba się do niego dostawać łodzią (jak np. na Lombok lub na Nusa Lembogan),
a jednocześnie zapewnia 100 – 200 metrowe jazdy na fali. W ciągu tygodniowego tutaj pobytu można
przejść na spokojnie ścieżkę od zera do średnio zaawansowego surfera.
Czy przyjechałabym do Canngu gdyby nie surfing – na pewno
nie. Canngu jest wprawdzie najprzyjemniejszym miejscem na ciągnącej się od Kuta,
kilkunastokilometrowej plaży, ale i tak biorąc pod uwagę jak bardzo zabudowane
i tłoczne jest to Canguu, odetchnęłam z ulgą po przeprowadzce stąd na pobliski
Lombok.
Foto: Plaża w Canngu
Comments
Post a Comment