Śniadanie po wietnamsku
Wietnam ma swój ustalony rytm posiłków. Wczesne śniadania (lokalna zupa lub bagietka z mięsem i warzywami), lunch zawsze o 12 w południe i kolacje, po zachodzie słońca. W podróży ten rozkład dnia nie zawsze dobrze się sprawdza, a gorąca zupa na śniadanie w słoneczny dzień z temperaturą powyżej 30 stopni może nie brzmieć jak dobra opcja.
Wietnam ma mistrzowski PR jeżeli chodzi o reklamę
swojej narodowej kuchni. Ja mam z tym problem bo od lat nie jem mięsa a tutaj
bez mięsa nie ma posiłku. Jeżeli chodzi o śniadanie to jeżeli nie macie ochoty
na Pho (czyli rosół z makaronem ziołami i wielką wkładką mięsną), to drugim
śniadaniowym klasykiem, pamiątką po francuskich czasach w Wietnamie, będzie
bagietka banh mi. Oszklone wózki sprzedające banh mi zobaczycie
rano na każdym rogu w centrum miast. Do francuskiej półbagietki sprzedawca
włoży pasztet, wędlinę, kilka rodzajów warzywnych pikli, chili i zieloną świeżą
kolendrę. Zapakuje z papier śniadaniowy z gumką recepturka i śniadanie gotowe.
Z opcji wegetariańskiej klasyka jest op la banh mi czyli półbagietka, do
której wkłada się smażone jajka zamiast mięsa, smakuje super i to jest moje
standardowe śniadanie w podróżach z plecakiem po Wietnamie.
Do bagietki klasycznym napojem jest kawa na lodzie - wietnamską kawę parzy się zalewając wrzątkiem zmielone ziarna w metalowych przelewaczkach. Następnie gorący kawowy napar wlewa się do wypełnionej lodem szklanki. Dwie najpopularniejsze tutaj kawy to kawa czarna na lodzie cafe da lub taka sama kawa na lodzie do której dodaje się mega słodkie skondensowane mleko – cafe sua da. Cena kupowanej w ulicznych straganach banh mi wraz z kawą, rzadko przekracza równowartość 2 dolarów.
Foto: śniadanie w górach w północnym Wietnamie
Comments
Post a Comment